15 Poznań Maraton

Marzeniem chyba każdego biegacza jest ukończenie biegu na dystansie maratońskim, czyli 42km 195m. Dzisiaj, czyli 12 października 2014 roku, około godziny 13:40 to marzenie się spełniło 🙂 Ale od początku…

Decyzję o starcie podjąłem w sumie późno, generalnie nastawiałem się głównie na dychy i półmaratony, a maraton pozostawał ciągle w odległej sferze. Nie mniej jednak ostatnie dwa półmaratony i przygotowania do nich, czyli długie wybiegania, utwierdziły mnie w przekonaniu, że nadeszła już pora na coś więcej…

Treningi przebiegały dosyć gładko, udało się uniknąć kontuzji, zmęczenie po wybieganiach nie było duże, wszystko szło w dobrym kierunku. Do tego swoje zajęcia fitness… czyli aktywnie 🙂 Ostatnie dwa dni przed startem totalny luzik ;p

Co do samej imprezy…

Start oraz meta usytuowane były przy Targach Poznańskich, gdzie umiejscowiony był depozyt, szatnie, a po biegu prysznice i ciepły posiłek. Bardzo dobre rozwiązanie, gdyż nie trzeba było po zakończeniu biegu transportować się po swoje rzeczy. Sama trasa wyznaczona została jako jedna pętla ulicami Poznania. Dodatkową atrakcją było przebiegnięcie prze Inea Stadion, który został wybudowany specjalnie na Euro 2012.

Jedynym mankamentem było to, że większe wzniesienia zaczęły się dopiero po 30 km…

Na samej trasie punkty odżywcze usytuowane były co 5 km, czyli bardzo często. Do dyspozycji była woda, izotonik, cukier, czekolada, banany, pomarańcze… żyć nie umierać 🙂 To spokojnie wystarczało i nie trzeba było ciągać ze sobą żeli czy innych używek ;p

Kibice również dopisali. Praktycznie cała trasa była obstawiona, był doping, były transparenty, były żarty i dowcipy 😉 Chociaż transparent na 30 km „może jednak szachy?” dał wiele do myślenia ;p

Służby medyczne również spisały się na piątkę, ale niestety najczęstszym widokiem były nosze bądź kroplówka… Jak to mówią, maraton to nie jest niedzielny spacerek…

Dobra, przejdźmy do mojego biegu…

Ustawienie

Półmaratony biegałem treningowo w granicach 1h 50m, więc założyłem, że czas poniżej 4h będzie całkiem realny. Ustawiłem się zatem między balonikami 3h 45m i 4h 00m. Generalnie mniej więcej w połowie stawki.

START

Równo o 9:00 usłyszeliśmy wystrzał. Jednak 8000 zawodników sprawiło, że przekroczyłem bramkę startową około 2m 40s później. Nie miało to wpływu na wynik, gdyż oficjalnym był czas netto. Tłok był niesamowity, ale raczej pełna kultura, nikt raczej łokciami się nie rozpychał.

0 – 10 km

Pierwsza „dycha” spokojnie, na wyczucie nogi. 53m 29s, co daje 5:21 min/km. Prawie zgodnie z planem, gdyż miało był 55m 🙂 To był też czas, aby zaznajomić się ustawieniem punktów odżywczych. Jak na razie wszystko szło po mojej myśli.

poznan

10 – 20 km

Bardzo podobnie do pierwszych 10 km. 52m 56s (5:18), bardzo lekko, takie tempo wydawało się być idealne. Dodatkowo pozwalało osiągnąć zamierzony cel, nawet z kilkuminutowym zapasem.

20 – 21.1 – 30 km

To był km zwiastujący kłopoty. A mianowicie zacząłem odczuwać kłucie w kolanie. Niestety odezwała się stara kontuzja kolana [akurat teraz ?? :(] z czasów, kiedy ważyłem 30 kg więcej…

Tutaj postanowiłem nieco zwolnić i poczekać, co będzie się działo. Te 10 km w czasie 1h  03m… Oj, dobrze to to nie wróżyło… 🙁

30 – 40 km

Masakra… niestety ból kolana wciąż się nasilał, a od 34 km praktycznie uniemożliwił bieg. To był raczej marszo-trucht… 10 km @ 1h 26m…

40 – 42.2 km

To było chyba najgorsze 2 km w życiu… ponad 21 minut… Kolano o mało co nie eksplodowało…

Na szczęście na ostatnim km towarzyszyła mi żona. Bez tego ciągnąłbym się chyba do mety na czworaka…

poznan2

Widać chyba na twarzy wszystko, co działo się w środku…

META !!

Chyba najwspanialsze uczucie… koniec męki… ale za to duma i satysfakcja !! Tego mi nikt nie odbierze i mimo uzyskanego czasu pełne zadowolenie 🙂

Potem szybki makaronik – BTW był przepyszny 🙂 ogarnięcie i droga powrotna do Bydgoszczy 🙂

…po kilku dniach

Emocje opadały, kolano przestało boleć, wróciłem do swoich zajęć… i planuję już start w przyszłym roku 🙂 Jest pewien niedosyt, bo praktycznie do 30 km wszystko szło zgodnie z planem, ale na stare kontuzje nie ma rady… szkoda tylko, że akurat podczas maratonu… Mimo wszystko satysfakcja jest przeogromna. WARTO BYŁO !!

Tags from the story
, , , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.