Projekt IM 2018 cz.2

W części pierwszej skupiłem się bardziej na aspekcie „historycznym”. W tej części trochę o sprzęcie i gadżetach 🙂

Pływanie

Czyli pierwszy etap zawodów. 3.8 km, czyli dobra godzina w wodzie. Nawet przy temperaturze w granicach 20 stopni organizm trochę się wychłodzi, dlatego pianka jest niezbędnym elementem. Czasami nawet jest wymagana przez organizatorów.

Co daje pianka? Oprócz komfortu termicznego, powoduje lekkie zwiększenie wyporności, co w konsekwencji poprawia pozycję w wodzie oraz ułatwia płynięcie. Pianka daje zysk rzędu minut a nie sekund, więc warto zainwestować.

Po drugie, a właściwie trzecie, pod piankę można ubrać od razu strój startowy, czyli spodenko-koszulkę z wkładką rowerową.

Etap rowerowy

Tu nie ma zmiłuj. Dobry rower to podstawa. Mój MTB, czyli popularny góral, nie nadaje się do startu. Ale jak już wcześniej pisałem, jego zakup planuję na najbliższe 2-3 miesiące. Chciałbym już go przetestować na Bydgoszcz Triathlon.

Dobry rower to mniejsze opory toczenia oraz dużo mniejszy wydatek energetyczny. A nie zapominajmy, że po rowerze jest jeszcze maraton do przebiegnięcia…

Podam przykład. Na moim rowerze przejechałem 90 km ze średnią 24 km/h, a 45 km ze średnią 27 km/h. Ale po obu jazdach nogi miałem z kamienia. Na rowerze szosowym bez większych problemów można uzyskiwać prędkości rzędu 30-40 km/h, więc różnica jest znaczna. Dodatkowo straci się dużo mniej energii.

Do tego buty SPD. Przy tradycyjnej jeździe pedał tylko pchamy w dól, cały czas obciążając jedną partię mięśniową. SPDki wpinamy w pedały, dzięki czemu możemy je pchać i drugą nogą ciągnąć, równomiernie obciążając mięśnie. To tak w dużym skrócie 🙂

Bieg

Tu właściwie tylko buty, ale moje Kalenji LD świetnie się na maratonach sprawują, więc nie ma potrzeby ich wymieniać. Generalnie dużo biegam i mam sprzętu i akcesoriów pod dostatek 🙂

Sprzęt dodatkowy

Tutaj umieszczę akcesoria interdyscyplinarne 🙂

Przede wszystkim strój startowy, o którym wcześniej wspominałem. Jest to o tyle wygodne, że zakładamy go pod piankę i po jej zdjęciu jedziemy w nim na rowerze i potem biegniemy, więc odpada strata czasu na przebranie się.

Po drugie zegarek. Chciałbym wymienić mojego Garmina 630 albo na wyższy model (735?? 930??), albo na Polar v800. Głównie chodzi o czas pracy na baterii. Mój wytrzymuje max 8h i nie ma funkcji pływania i triathlonu. Niby drobnostki, ale jednak.

I to właściwie tyle, i aż tyle 🙂 Iron Man trwa średnio 10-12 godzin, dlatego sprzęt nie może być z najniższej półki. Po 5 czy 6 godzinach w wodzie i na rowerze jest jeszcze maraton. Dla uzmysłowienia kosztów związanych ze startem, poniżej małe zestawienie:

  • pianka 600-800 zł
  • rower 3000-4000 zł
  • strój startowy 350 zł
  • buty SPD 400-500 zł
  • zegarek 1500 zł (wymienię za niewielką dopłatą)
  • wpisowe ok. 350 zł

Spełnianie swoich marzeń często kosztuje. Jedni marzą o podróżowaniu i wydają spore pieniądze właśnie na podróże, inni fascynują się modelarstwem, a moim marzeniem, celem, jest triathlon Iron Man. Jestem przekonany, że ta droga jest właściwa.

Pocieszeniem może być to, że raz zakupiony sprzęt może służyć przez wiele sezonów (rower, pianka, zegarek), więc potem te koszty są już znikome.

Na tym zakończę cz.2, a w kolejnej skupię się na treningu. Zapraszam już niebawem 🙂

Tags from the story
,

4 komentarze

  • Podziwiam wytrwałość i ambicję. IM to nie w kij dmuchał.

    Odnośnie sprzętu to kilka uwag – przede wszystkim trzeba nauczyć się jeździć w SPD. Zupełnie inna technika pedałowania – po kilku pierwszych razach dowiadujesz się o istnieniu mięśni i ścięgien które co najwyżej widziało się w atlasie anatomii – tu zaczynają boleć. Druga sprawa to nauka szybkiego wpinania i wypinania. Niby drobiazg a można się zdziwić jak będziesz próbował podeprzeć się nogą która jest zablokowana w pedale. Po trzecie pozycja na rowerze – Sprawdzałeś kiedyś którą cześć stopy stawiasz na pedale? Tu masz wymuszoną pozycję co z jednej strony ułatwia sprawę, z drugiej u mnie powoduje nieprzyjemne skurcze w okolicach 100km. Jeżeli chcesz jechać całego IM-a czyli 120km to nie są to przelewki. Warto zainwestować w trenażer (nawet najprostszy oporowy – rolki to zło) i TrainerRoad – świetnie się trenuje zimą i pozwala na dopracowanie sylwetki na rowerze.

    Druga kwestia to zegarek – Polara V800 mam i polecam. Bez GPS-u w trybie zegarka z powiadomieniami i alarmem wibracyjnym bateria starcza na dwa tygodnie. Z GPS i odbiornikiem HR bez problemu 8h marszu i godzinę na basenie wytrzymał. I tu jedna uwaga – pulsometr. O ile zegarek bez problemu pracuje z dowolnym pulsometrem w standardzie Bluetooth Smart (np z Sigma R1) o tyle jeżeli chcesz z nim pływać musisz nabyć Polara H7 lub jego nowszą wersję – zabij nie pamiętam oznaczenia) w wodzie nie działa BT i tylko GymLink daje radę (H7 ma jedno i drugie).

    Jak chcesz przetestować rower to zapraszam we wrześniu na Bike Challenge do Poznania. Co prawda na IM masz formułę non-drafting ale zawsze można poczuć jak wyglądają zawody kolarskie. Długa trasa ma trochę ponad 110 km więc prawie tyle co potrzebujesz :D.

    Pozdrawiam,

    AB

    • Adam, dzięki za info 🙂 W SPDkach jeżdżę już ponad pół roku. Co prawda na stacjonarnym, ale naukę szybkiego wpinania i wypinania mam już za sobą. Podobnie jeżeli chodzi o pozycję na rowerze – pracuje się zupełnie inaczej. Zegarek – padło na Garmin 935 – 24 godziny w trybie pełnego treningu, specjalny tryb i pasek do triathlonu… co tu dużo opowiadać.
      A co do Bike Challange – chyba się w tym roku skuszę.
      Pozdrawiam 🙂

      • Zdecydowanie o zegarkach treningowych można by pisać książki. Ja poszedłem w Polara i nie żałuję. Znam kilka osób które chwalą sobie Garmina, niektórzy polecają jeszcze coś co się nazywa Suunto – nie widziałem, nie wypowiem się.

        Na Bike Challenge zapraszam gorąco – Paulina w tym roku jedzie 50km a ja się jeszcze zastanawiam. Ostatnie dwa razy jechałem 50km i mocno mnie korci w tym roku 120km, tyle że na moim trekingu może to być trochę zabójcze. Co prawda opony mam prawie szosowe, ale geometria ramy, amortyzowany widelec i ciężar samego roweru powodują, że może to być mało przyjemne.

        • Jeżeli nic nie wypadnie po drodze to na 120km bym się pisał. Najwyższa pora na upgrade roweru na szosę 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.