Bydgoszcz Triathlon 2017 cz.2

fot.Pawel Naskrent/maratomania.pl
Pływanie już za nami, pora więc… wsiąść na rower 🙂

ROWER

W tym roku startowałem również na MTB, czyli rowerze górskim. W związku z tym nie liczyłem na znaczną poprawę czasu. Nie mniej jednak nie zamierzałem się podać.

Pierwsze 2-3 km to był dość ostry podjazd. Co za tym idzie prędkość też nie powalała. Momentami było bardzo ciężko. Kiedy w zasięgu wzroku pojawia się nawrotka i myśl o szybkim zjeździe to w człowieka od razu wstępują nowe pokłady sił 🙂

Jazda w dół była bardzo przyjemna. Z licznika nie schodziło 35 km/h, a na samym dole, tuż przez zakrętem, zanotowałem ponad 43 km/h.

Do mety pozostało około 17 km, czyli po 8.5 km w każdą stronę.

Cały czas było po górę. Nogi co prawda zdążyły trochę odpocząć po zjeździe, ale po 3-4 km znowu zrobiły się ciężkie. Ale nie było opcji. To jest raptem 15 minut jazdy, nawet mniej. Dlatego ustawiłem niższy bieg i starałem się utrzymywać prędkość w granicach 25 km/h. Pocieszające było to, że do metę z kolei będzie z górki 🙂

Na trasie kolarskiej niestety nie było żadnego punktu z wodą, na domiar złego nie miałem żadnego bidonu ze sobą. Powoli zaczęło „suszyć”, ale jeszcze katastrofy nie było.

Jeżeli chodzi o wyprzedzanie to było różnie. Generalnie 1:1 – ja kogoś wyprzedziłem i zaraz sam byłem wyprzedzony przez jakiś „karbon” 🙂

Nawrotka i już prosto do mety. Walczyłem o każda sekundę i nawet na chwilę nie odpuszczałem. To jest na tyle krótki dystans, że nie ma czasu na strategie – ciśniesz ile sił w nogach !!

Prędkość cały czas powyżej 30 km/h. Jak na razie rower sprawuje się wyśmienicie. Mijam kolejne lekkie podjazdy i szybkie zjazdy. Zegarek pokazuje już przeszło 18 km, więc jeszcze lekko przyspieszyłem.

19… 20… 21 km… już strefa zmian z zasięgu wzroku, więc gaz do dechy. Ostatnia prosta i schodzę z roweru. Zadowolony z jazdy udaję się do…

T2

Czyli zmiana rower -> bieg. Całe 2 minuty zajęło mi dobiegnięcie z rowerem do stojaka, odstawienie go, zdjęcie kasku i łyk izotonika. Nie przebierałem się, nie ubierałem skarpetek na bieg. Pozostało tylko 5.5 km biegu. Szkoda czasu… lecę…

Słysząc gromki doping od znajomych z Fitness24seven nabrałem jeszcze więcej motywacji !!

BIEG

Początek masakra. Noga przyzwyczajona do zupełnie innego ruchu (obrotowego) raptem musi zmienić rytm i sposób pracy. Wydawało mi się, że stoję w miejscu i tętno szaleje. Tak, owszem tętno szalało, ale jak spojrzałem na zegarek, że lecę jakieś 4:40 min/km to już wiedziałem dlaczego 🙂

Od razu pojawił mi się uśmiech na twarzy i wiedziałem, że tak źle nie będzie. Moim celem było utrzymanie średniej 5 min/km.

Nie powiem, to nie był bieg komfortowy, czułem olbrzymi wysiłek, ale skonsumowałem otrzymany batonik energetyczny i od razu zrobiło mi się lepiej 🙂

Teraz już nie było odwrotu. Ostatnie 5 km do mety – 25 minut i będzie po wszystkim.

Pierwszy kilometr zleciał zanim się obejrzałem – 4m 50s. Byłem całkiem zadowolony.

Drugi km – nie wiem, gdzieś musiałem się trochę rozproszyć, bo ukończyłem go w 5m 08s. Nie wiem dlaczego ?!?…

W tym momencie przyszedł lekki kryzys. Byłem mniej więcej w połowie trasy biegowej, a czułem jak by mi ktoś odciął zasilanie. z pomocą przyszedł punk z wodą. Wziąłem kilka łyków i przyśpieszyłem. Kilometr zakończony w 4m 59s.

Biegło mi się całkiem przyjemnie. Złapałem swój rytm, oddech. Trasa była płaska. Co prawda co chwilę kogoś wyprzedzałem, ale było na tyle szeroko, że nie było z tym problemów. 4 km, z którego chyba jestem najbardziej zadowolony: 4m 54s.

5 km początkowo również biegłem równo i w stałym tempie 5 min/km. Niestety trzeba było z bulwarów dostać się na most. Było dość stromo i musiałem chwilami przejść do marszu. Straciłem około 20 sekund i na domiar złego przez następne 100-200 metrów nie byłem w stanie utrzymać tempa, dlatego ten km zakończyłem w 5m 17s.

Do mety zostało jakieś 300m. Pomyślałem, że robiłem szybkie przebieżki po dłuższych wybieganiach, dlatego zobaczymy na co stać moje nogi. Przyśpieszyłem praktycznie do krańca swoich możliwości. Ten odcinek – jakieś 370 metrów – przebiegłem w tempie 4:40 min/km a na metę wpadłem mając na liczniku 3:54 min/km i 170 tętno 🙂

To pozwoliło na całym biegu uzyskać założone 5:02 min/km.

META

Koniec… finito 🙂 Uzyskany wynik 1h 30m 58s… No cóż, tylko 58s i aż 58s ponad założony wynik 🙂 Jestem z niego mimo wszystko zadowolony, bo jak by nie było jest lepszy niż rok temu.

Impreza fantastyczna, organizacja w pełni profesjonalna. Czego chcieć więcej?

Co za rok? O tym już niebawem 🙂

 

Poniżej kilka fotek

Tags from the story
, ,

1 Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.