Poznań Maraton… po raz czwarty

Najwyższy czas na podsumowanie biegu oraz analizę. Co się wydarzyło, już się nie odwydarzy, dlatego zaczynamy…

Maraton – ponad 42 km biegu. Tu zdarzyć może się praktycznie wszystko, i to w każdej chwili. W ułamku sekundy sprawy mogą obrócić się o 180 stopni. I nawet jeżeli czujesz się dobrze, to nagły skurcz pokaże ci, gdzie jesteś….

0 – 5 km

Początek biegu był nadzwyczaj dobry. Ustawiłem się w odpowiedniej strefie startowej i pierwsze kilometry pokonałem równym tempem ok. 5:40 min/km.

Z kilometra na kilometr przyspieszałem, ale delikatnie. Na 5 km zameldowałem się z czasem 28m 06s, co dało średnio po 5:37 min/km.

Byłem z tego bardzo zadowolony, gdyż przeważnie początek jest zbyt szybki, a potem zdziwienie, że „ściana”. W tym miejscu popełniłem mały błąd, ale raczej nie miał on wpływu na dalsze losy. Mianowicie było jeszcze bardzo ciasno, stawka nie zdążyła się rozciągnąć. Biegłem po lewej stronie, a punkt nawodnienia był po prawej. Po prostu nie dałem rady się przecisnąć. Gdyby to było dalej, 10 km, czy 15 km, to z pewnością poświęcił był te kilkanaście sekund…

5 – 10 km

Ale lećmy dalej. Wszystkie parametry życiowe w normie, tetno w granicach 140, zegarek pokazuje „przygotowanie wydolnościowe +2”, pora więc zrobić lekki zapas.

I tak lecą kolejne km. Nic ciekawego się nie działo, żadnych niespodzianek. Z resztą na tym etapie jakikolwiek problem był by masakryczny… Średnia z kolejnej 5 to 5:28 min/km i całkowity czas 55m 26s.

W tym miejscu zaliczyłem bardzo dobry punkt żywieniowy. Zjadłem pierwszy żel, 150 ml izotonika i tyle samo wody, a straciłem tylko kilka sekund 🙂

10 – 15 km

Szybkie zerknięcie na parametry życiowe – wszystko w normie 🙂

Znowu delikatne przyśpieszenie – taki plan był do 20 km, bo wiedziałem, że potem będę starał się utrzymać tempo, a nawet zacznę zwalniać…

Ten odcinek – kolejne 5 km – też zaliczę do udanych – 5:26 min/km. Nie działo się nic nadzwyczajnego. Wiadomo, raz trochę wolniej, raz odrobinę szybciej, ale bez „rwania tempa”.

Połówka

Czułem już lekkie trudy biegu, ale dalej nic nie wskazywało na katastrofę. Dalej bez większych problemów utrzymywałem tempo w granicach 5:30 min/km. Przed kolejnym punktem zjadłem żel z kofeiną, sporo też sie nawadniałem. Z resztą na każdym punkcie starałem sie uzupełnić około 200-300 ml płynów + żel co 10 km i kostka czekolady.

22 km

Tu niestety rozegrał się dramat. Czułem się świetnie, co prawda tętno już na poziomie 150-155, ale jeszcze lekki zapas był.

Po prostu łydki odmówiły posłuszeństwa. Jak mnie nie złapie skurcz! Powiedzieć, że byłem zły, to jak nic nie powiedzieć…

25 – 42.2 km

Zrozumiał bym, gdybym zaczął zwalniać, aż w końcu by mnie odcięło. Wiedziałem już, że skończył się dla mnie bieg, a zaczął maraton. Byłem przerażony, że tak szybko! Dodam tylko tyle, że miałem km poniżej 7 min, ale też i po 14… W tym miejscu muszę również podziękować starszej Pani, która poratowała mnie no-spą, i jakoś udało mi się ukończyć bieg…

Co tu więcej dodać. Jestem zły, ale z drugiej strony dumny, bo ukończyłem maraton. Można powiedzieć: pfe… prawie 5 godzin… takie osoby zapraszam na następny, pobiegniemy razem 😉

Szybka analiza:
+ zrobiłem dobre ładowanie węglowodanów
+ dobrze się odzywałem przed i w trakcie
+ nawodnienie odpowiednie
+ kontrolowałem tempo

regeneracja: jeszcze w piątek miałem zajęcia
masa startowa za wysoka…
brak długich wybiegań

I te dwa ostatnie punkty to cel na następne pół roku, aż do Orlen… a z resztą, zobaczymy do czego ;p

Tym czasem daję sobie do 2 tygodni na regenerację i roztrenowanie i wracam do treningów!

Co do samej organizacji to ja osobiście nie mam większych zastrzeżeń. Co prawda start rozpoczął się z 40 minutowym opóźnieniem, ale to wynikało z odbioru trasy przez służby porządkowe. Punkty żywieniowe dobrze zaopatrzone, ładna koszulka w pakiecie, sam odbiór też bezproblemowy. Trasa niestety nie do końca trafiona, ponieważ pierwsze 20 km było praktycznie cały czas z górki, co mogło się przyczynić do pojawienia się skurczy w łydkach. A z tego co słyszałem, nie tylko ja miałem z tym problem.

Podsumowując, nie załamuje się, nie kończę kariery biegowej 😉 Zmodyfikuję plan treningowy o dłuższe wybiegania i będzie dobrze!

Tags from the story
, ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.