Dzień z życia…

Poniedziałek, godzina 6 rano… pierwszy budzik… Ale wstawać jeszcze nie trzeba 🙂 Należymy do ludzi, którzy lubią rano chwilę poleżeć i dojść do siebie.

6:20… 6:40… 7:00… Najgorsza chwila, bo następny budzik oznacza, że trzeba już wyjść z ciepłego łóżka i zacząć się zbierać.

Moje (Bartek) poranki zawsze wyglądają tak samo. Poranna toaleta, przygotowanie torby na popołudniowe zajęcia i przygotowanie koktajlu. A te z reguły są podobne i szybkie 🙂 Kefir, jarmuż, trochę różnych owoców (w tym mrożonych), miarka białka i czasem odrobina mleka migdałowego, jak wyjdzie zbyt gęste. 5 minut i śniadanko gotowe…

7:40 już jestem w drodze do pracy i około 8:00 stawiam się w biurze. W pracy czas spędzam z reguły aktywnie. Jestem informatykiem i sporo podróżuje po Bydgoszczy. Czasem trzeba trochę sprzętu do klienta zanieść, czasem pogrzebać przy serwerach, a to jakąś sieć położyć…

Niestety taka praca sprzyja złemu odżywianiu. Nigdy nie wiem, gdzie i o której godzinie będę. Dlatego zawsze mam przy sobie koktajl. Starcza mniej więcej do 12 – 13. Jak mam chęć i siły, to zdarza mi się przygotować dzień wcześniej jakąś sałatkę z kurczakiem 🙂

Nadchodzi 16… W zależności od dnia tygodnia albo jadę do domu, na chwilę, albo prosto na zajęcia…

Jeżeli szczęśliwie uda mi się dotrzeć do domu w 20 minut, to mogę na spokojnie zjeść obiad. To jest niestety sytuacja rzadka 🙁

Poniedziałki mam luźne. Zajęcia z dzieciaczkami dopiero o 19, dlatego tego dnia przeważnie robię swój trening. Starcza czasu na siłownię i około 30 minut bieżni – luksus 🙂

We wtorek różnie. Zajęcia mam od 18 do 21:30, więc zdarza mi się wskoczyć na szybki trening, bądź jemy z żoną obiadek w „Kaprysie” – dobre, domowe obiadki 🙂 Wtorek to też dzień, w którym prowadzę zajęcia choreograficzne na stepie (basic), więc muszę jeszcze przygotować układ.

Środa jest ciężkim dniem, ale trochę na własne życzenie. Razem z żoną jedziemy do Fitness 24 Seven, gdzie prowadzi zdrowy kręgosłup, Zumbę i na koniec rowery Les Mills RPM. Potem o 20 wskakuję na swoje zajęcia – Les Mills GRIT (30 minutowy bardzo ciężki trening interwałowy z obciążeniem) i w ten sposób około 21 ląduję w domu.

Czwartek jest masakryczny – zaczynam o 16:30 zajęcia z dzieciaczkami, a kończę w Łochowie (25 km od domu) o 21:30.

Piątek odrobinę lepiej. Po pracy lecę do klubu i od 17 „śmigam po sali” 🙂 Kończę również w Łochowie, ale o 20:30…

Sobota jest dniem wolnym – jest w końcu chwila na własny trening, albo wyjazd na ukochane Termy Maltańskie (albo jedno i drugie 😉 ) W sobotę również następuje „kumulacja” zmęczenia z 3 ostatnich dni, a nogi z rana nie chcą współpracować 😉

Niedzielny poranek również aktywnie. Wstaję około 8 i szykuję choreografię. Zajmuje mi to od 10 do 30 minut, w zależności od „weny”. Po południu często wskakujemy na siłownię i do tego trening biegowy.

Jak widać czasu wolnego jak na lekarstwo… 🙁

Skąd więc go biorę?

  1. Zawsze mam ze sobą laptopa. Zdarza mi się mieć 10 – 20 minut wolnego. W tym czasie mogę przygotować tekst na bloga, albo kawałek planu treningowego 🙂
  2. Dokumenty (plany, rozpiski, zdjęcia) trzymam w chmurze (on-line), więc zawsze mam do nich dostęp z komórki. Mając nawet kilka minut wolnego mogę obrobić zdjęcia lub poprawić coś w planie treningowym
  3. Wciskam swoje treningi gdzie tylko mogę. Godzinka między zajęciami wystarcza na dobry, 40 minutowy trening na bieżni. Przy okazji nie tracę czasu na dojazd, bo i tak jestem już w klubie.
  4. Staram się planować posiłki z wyprzedzeniem, więc oszczędzam czas na zakupach.
  5. Przygotowanie koktajlu zajmuje około 5 minut, a z powodzeniem zastępuje on jeden posiłek.

Planowanie to podstawa, ale niestety często muszę improwizować. Nigdy do końca nie wiem, ile zajmie mi dojazd, więc rodzaj treningu dopasowuję do dostępnego czasu.

Jak na razie udaje mi się w tygodniu biegać około 30 km i wykonać 2-3 treningi siłowe.

Szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie życia bez zajęć… chyba bym się zanudził ;p

P.S.

Zapomniałem dodać, że sporą część weekendów pochłaniają szkolenia, ale o tym kiedy indziej 🙂

P.S. 2

Na zdjęciu mobilne biuro Sportowej Pasji 🙂

P.S. 3

Żona Aneta ma jeszcze więcej zajęć, w tym poranne, więc czasu nie wiele więcej…

Tags from the story
,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.