Bydgoszcz Triathlon 2018: Rozdział 2 – Rower i Bieg

Ostatnia część skończyła się na strefie zmian T1. Pisałem też o „błędzie za 4 złote”…

No właśnie, wybiegając ze strefy liczyłem na jakąś wodę… ale się przeliczyłem 🙁 Trudno, pomyślałem, pewnie za kilka km będzie jakiś punkt z wodą…

ROWER

W tym roku trasa była dużo lepsza, ponieważ omijała stromy podjazd. Generalnie jedna, 22.5 kilomertowa, pętla składała się z 2 prostych odcinków i 2 nawrotek. Idealnie 🙂

Pierwsze 5 km pojechałem na wyczucie nogi. Przede mną było przecież jeszcze ponad 40 km, więc to nie był dobry moment, aby szaleć. Moim celem było utrzymanie średniej prędkości na poziomie 27 km/h, tak, aby całość pokonać w około 1h 40m.

Po przejechaniu ok. 2 km i wjechaniu w odcinek „leśny” miała miejsce dość przykra sytuacja. Mianowicie „wpadłem” na osę, i poczułem ból w okolicy oka. Na szczęście uczulony nie jestem, więc bałem się tylko opuchlizny. Szczęśliwie, nic złego się później nie działo.

Kolejne 5 km już nieco szybciej. Jechało się całkiem przyjemnie – w końcu to był dopiero początek. Niestety nadal nie było żadnej wody na trasie. Powoli zbliżałem się do nawrotki, a to oznaczało, że wody nie ma 🙁 Cóż zrobić, katastrofy jeszcze nie było, ale wiedziałem, że pewnie odbije się to na biegu…

Minął 11 czy 12 km, i w końcu nawrotka. Trasa była trochę pofałdowana. Mało płaskich odcinków. Z jednej strony dobrze, bo zawsze po podjeździe musi być zjazd 🙂 Z drugiej strony płaski odcinek daje chwilę na odetchnięcie.

Kolejne 10 km, czyli dojazd do zakończenia pętli, raczej spokojnie. Nic wielkiego się nie działo. Na górkach trochę wolniej, na zjazdach szybciej. Najważniejsze dla mnie było to, że jechałem równo.

Na 20 km miałem czas około 45 minut, czyli praktycznie dokładnie z założeniami.

Tuż przed nawrotką JEST – woda 🙂 !! Wziąłem butelkę 0.5 l i tyle, wypiłem jednym tchem i pojechałem dalej… Szkoda, że tylko tyle, ale lepsze to niż nic…

Jedziemy dalej. Jestem już w połowie. Czas całkiem dobry, pogoda do tej pory raczej sprzyjająca.

No właśnie, zbliżała się godzina 12, więc słońce zaczęło powoli już dawać się we znaki. Z każdą minutą było coraz cieplej.

Co gorsza, wzmagał się również wiatr, który do tej pory nie przeszkadzał.

Miedzy 20 a 30 km jeszcze jakoś udawało się utrzymywać prędkość, mimo wiatru. Na 35 km miałem czas 1h 33m, czyli raptem 3 minuty poniżej założeń.

Do mety zostało około 11 – 12 km. Ale w tym momencie sił już niestety brakowało. Słońce, wiatr, brak nawodnienia, brak energii. Tak jak teraz na to patrze, to i tak jestem w szoku, że odcięło mnie dopiero w tym momencie.

Na 45 km, z 3 minut straty, zrobiło się… 9… Oczywiście, nie jest to katastrofa, ale już wiedziałem, że wynik ma mecie nie będzie rekordem.

Oczywiście, poddawać się nie ma co, dlatego ile sił w nogach pognałem do…

T2

I znowu żałuję, że nie zostawiłem izotonika… Suszyło ogromnie. Za mną już było przeszło 2 i pól godziny wyścigu, a wypiłem 0.5 l wody i nic więcej. Pobyt w strefie zajął mi 3m 30s. Przebrałem szybko koszulkę, zawiesiłem rower, zdjąłem kask i w drogę…

BIEG

Dystans 1/4, więc do przebiegnięcia 10.8 km. Kawał drogi, a słońce nie odpuszcza.

Dużo się rozpisywać nie będę, bo generalnie jestem najmniej zadowolony z tego etapu. Co gorsza, każdy kolejny km był wolniejszy od poprzedniego.

Stało się to, o czym pisałem wcześniej – brak nawodnienia i odżywienia odbił się na biegu. Co prawda na każdej z dwóch pętli były 3 punkty z wodą, izotonikiem, colą czy owocami, ale było już zbyt późno na nadrobienie strat.

Pierwsze 5 km przebiegłem w 33 minut, a kolejne w 38… Ale cóż, triathlon nie wybacza błędów.

Jedno co na plus, to praktycznie brak skórczy. Jedynie na 3 km trochę zacząłem odczuwać prawą nogę, ale po 500 metrach przeszło i do końca był już spokój.

META

Mimo przeciwności, ze startu jestem zadowolony 🙂 Udało się dotrzeć na metę o własnych siłach, jakiś bardzo krytycznych momentów nie było. Bardzo dobrze wspominam te 3h 40m. Czas może nie najlepszy, ale dla mnie liczył się start i ukończenie. Od początku mówiłem, że dopóki nie sprawię sobie porządnego roweru, to czas jest drugorzędny.

Za rok z pewnością wystartuję ponownie !! 🙂

 

NAUKA NA PRZYSZŁOŚĆ

  1. Kupić te cholerne izotoniki i umieścić w strefie zmian i na rowerze 🙂
  2. W końcu zainwestować w sprzęt (pianka, rower, buty SPD)
  3. Pogodzić pracę, zajęcia fitness i trening
  4. Osiągnąć optymalną wagę startową (czyli -10 kg…)

Ale wiecie co, i tak w tym wszystkim najważniejsza jest dobra zabawa 🙂

Tags from the story
, , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.