Podsumowanie Tygodnia: 2018 #32

Poprzedni tydzień zakończył się zawodami na 15 km. Wydawać by się mogło, że poniedziałek powinien być regeneracyjny 😉 …

PONIEDZIAŁEK

Niedzielny bieg cały czas czułem jeszcze w nogach. A do tego doszły dwie godzinki na sali. Nie sądziłem, że uda mi się jeszcze wykrzesać jakiś trening. Ale cóż, obiecałem żonie wieczorny, wspólny bieg, więc nie było wyboru 🙂

W planie było spokojne 10 km – po 6:10 – 6:15 min/km. I tak mniej więcej się zaczęło. Potem troszkę przyśpieszyliśmy i kolejne 4 km ze średnią 5:45 min/km.

Muszę przyznać, że strefa komfortu została już jakiś czas temu opuszczona, a to była dopiero połowa…

Kolejny km – 5:30 min/km. Średnie tętno tego odcinka to 150, czyli w moim przypadku progowe. Nie pozostało nic więcej jak tylko zacisnąć zęby i dalej robić swoje 🙂

Następne 3 km to już lekki kosmos. Średnio 5:22 min/km, a tętno kolejno: 151, 155 i 157, czyli wchodzimy już lekko na beztlen !! Generalnie już było mi wszystko jedno… Ale nie było opcji się poddać, powiem więcej, ostatni kilometr pociągnąłem jeszcze mocniej… 5:07 min/km i tętno maksymalne 174.

To był ten moment, w którym uświadamiasz sobie, że granica jest dużo dalej, niż pierwotnie się wydawało…

Bardzo dobry trening, którego nie spodziewałem się.

Z drugiej strony łezka w oku się zakręca… Jeszcze 2 lata temu taki trening wykonywałem na granicy 1-2 zakresu tętna, jako wybieganie w średnim tempie, raczej na luzie… No nic, nie ma co się użalać, tylko po prostu wziąć do roboty 😀

WTOREK

Wpadło dodatkowe zastępstwo… 3 godzinki na sali. Noga zmęczona, trzeba trochę odpocząć.

ŚRODA

Godzinka na sali i wszystko. Na szczęście dość szybko się regeneruję, dlatego ten dzionek postanowiłem jeszcze odpuścić, bo wiedziałem, że czwartek będzie biegowy 🙂

CZWARTEK

Po rowerach i interwałach przyszedł czas na to, co tygryski lubią najbardziej. A co lubią najbardziej? Oczywiście, że bieganie 🙂

Z tygodnia na tydzień niestety robi się coraz ciemniej, ale jeszcze kilka razy tę trasę pokonam 🙂

Wracając do biegu – równe tempo, mimo drugiego zakresu biegło się bardzo przyjemnie.

PIĄTEK

Udało się wygospodarować 30 minut na trening, więc najlepszym rozwiązaniem były interwały: 8 x 200m

Czas odcinka: 48 sekund, czyli tempo w okolicach 4:10 min/km

Muszę przyznać, że ostatnie powtórzenie trochę mnie dobiło, ale przycisnąłem do 3:50 min/km 😉

SOBOTA

Siłownia i pół godzinki na bieżni – 4.6 km po 5:55 min/km

NIEDZIELA

Wolne 🙂

 

Kolejny tydzień na plus. Prawie 30 km na liczniku, do tego 10 godzin na sali fitness i trening siłowy. Do pełni szczęścia zabrakło tylko dłuższego wybiegania w niedzielę, ale i tak jestem zadowolony 🙂

A na zdjęciu miejsce i okoliczności, w których kręciłem piątkowe interwały.

Tags from the story
, , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.